Majowe zużycia | Projekt denko maj 2016

18 czerwca 2016


Do znalezienia idealnych kosmetyków potrzeba przede wszystkim dużo czasu i chęci do testowania. Maj był zdecydowanie miesiącem mojego poszukiwania. Aż 26 produktów znalazło się w siatce ze zużyciami. Jedne z nich stały się ulubieńcami, po innych natomiast nie mam zamiaru zostawiać jakichkolwiek wspomnień. Zapraszam na krótkie recenzje danych produktów.




Palmolive Strawberry Touch to truskawkowa rozkosz. Zapach ten utrzymywał się na ciele przez jakieś dwie godziny i był mocno wyczuwalny. Jedyne co mogę mu zarzucić to niezwykła nadwrażliwość skóry, jaka występowała po jego użyciu.
Nivea Care & Cocoa - miał całkiem przyjemny, kakaowy zapach idealny na zimne miesiące. Niestety po krótkim czasie zaczął mnie męczyć. Żele Nivea uwielbiam za kremową konsystencję, wydajność i delikatność jaką dają mojej skórze. 
Dove Purely Pampering - kolejny, bardzo dobry kosmetyk. Oprócz posiadania świetnego zapachu piwoni, potrafił być bardzo delikatny i nawilżający.  
Palmolive Magic Softness - to mydło budzi we mnie mieszane uczucia. Przyjemnie pachnąca pianka dobrze myła dłonie, niestety po każdym kontakcie z nią zauważałam coraz więcej suchych skórek na rękach.  
Peeling Tutti Frutti Figi&Daktyle - jeden z moich stałych ulubieńców! Uwielbiam go za naturalny, owocowy zapach i porządne drobinki ścierające. RECENZJA



Kremowe Serum do Ciała Bielenda Algi Morskie - jeden z najlepszych nawilżaczy, jakie miałam w życiu. Sam jego zapach jest obłędny. RECENZJA
Balsam perfumowany Avon Attraction - nawilżenie dzięki niemu miałam zerowe. Natomiast jako sam kosmetyk zapachowy potrafił zastąpić mi perfumy. Długotrwały i bardzo przyjemny efekt.
Avon Planet Spa Blissfully Nourshing - bardzo mocno nawilżający krem z zawartością masła shea. Idealny do suchych łokci, stóp czy kolan. Zapach nieco kawowy, dość wyczuwalny, jednak nie za bardzo przypadł mi do gustu.


Maska do włosów Kallos Crema al Latte - odżywka, która jest ze mną już od dobrych kilku lat. Świetnie nawilża moje włosy, stają się one gładkie i sypkie. Za litr maski płacimy 13 złotych, więc cena wręcz śmieszna jak na takie cudo. RECENZJA
Szampon Loreal Elseve Total Repair - mocno oczyszczał moje włosy ze wszelkich oblepiaczy i środków stylizacyjnych. Dodatkowo miał bardzo ładny, fryzjerski zapach. Włosy po nim był sypkie i uniesione.
Head & Shoulders Extra Volume - na początku wydawał się być bardzo przyzwoity. Dobrze oczyszczał, nadawał objętości i ładnie pachniał. W drugiej połowie jednak  bardziej szkodził: włosy zaczęły się plątać, były ciężkie i oklapnięte.



Serum Golden Skin Care Marion - spodziewałam się po nim więcej. Nie nawilżał w odpowiednim stopniu, nie sprawił, że skóra stała się piękniejsza. Na dodatek skończył się już po dwóch tygodniach.
Żel oczyszczająco - matujący Under Twenty Anti Acne - bardzo dobrze oczyszczał twarz, odświeżał ją i nie wysuszył. Mimo aktywnego cynku nie likwidował niestety trądziku.
Tonik witaminowy Garnier - bardzo dobrze odświeżał skórę i tonizował przed nałożeniem kremu. Bardzo go polubiłam.
Dwufazowy płyn Marion - sprawdzał mi się przy ścieraniu makijażu wodoodpornego. Bez żadnego problemu rozpuszczał wszelkie tusze i podkłady o tej formule. Nie zostawiał mgły na oczach ani tłustego filmu na skórze. 
Lirene Derma Matt - całkiem przyjemny krem na dzień. Lekko nawilżał i dobrze przygotowywał skórę pod makijaż. 
Tami Demakijaż oczu w płatku - waciki te były dobrze nasączone, ale już nie tak dobrze zmywały makijaż. Bardziej go rozmazywały i zostawiały ślady na całej skórze. Dodatkowo całkiem nieprzyjemnie pachniały. Nie polecam.


Pianka brązująca Vita Liberata - niedawno ponarzekałam sobie na nią we wpisie Dlaczego wyrzuciłam kosmetyk za 120 zł do kosza? | KITY KOSMETYCZNE.Ten kosmetyk to dla mnie jedno wielkie nieszczęście. O ile opaleniznę robi całkiem ładną, to zmywa się bardzo nierówno i zostawia okropne smugi. 
Aceton i Cleaner od NeoNail - ich produkty dostałam w starterze do hybryd i przyznam, że zachęciły mnie do dalszego testowania. Bardzo przyjemnie pachniały. 
Top no-wipe Chiodo - również narzekałam na niego w wyżej linkowanym wpisie. Manicure po jego użyciu pęka, tworzy pajęczynkę, a następnie odpryskuje.
Marion Złuszczający zabieg do stóp - takie skarpetki użyłam pierwszy raz. W czasie ich noszenia czułam efekt rozgrzania. Po około czterech dniach pojawiły się pierwsze złuszczone skórki. Od tamtej pory minęły jakieś dwa tygodnie, a skóra nadal się złuszcza i to bardzo mocno. Efekt bardzo dobry, ale polecam używać ich w okresach, gdy nie wystawiamy stóp na zewnątrz. 

Sztuczne rzęsy Essence - kupiłam je po raz drugi i niestety nie były już tak przyjemne w obsłudze. Rzęsy są bardzo elastyczne i wywinięte, przez co niestety bardzo ciężko je przykleić. Co więcej, wyglądałam w nich bardziej jak Drag Queen niż Kim Kardashian.
Kępki Top Choice - i tu miłe zaskoczenie. Używałam ich przy większości weselnych makijaży i dziewczyny były bardzo zadowolone. Łatwo się z nimi pracuje. 
4in1 Korektory Wibo - na początku lubiłam je za krycie. Później było tylko gorzej. Są mało kremowe przez co nie potrafią się wtłoczyć w resztę makijażu i brzydko odstają. Wyrzucam, bo nie widzę dla nich przeznaczenia.
Eyeliner Studio Lash  - ten chabrowy kolor miał być hitem lata, a okazał się zwykłym bublem. Do krycia potrzebowałabym jakichś sześćdziesięciu warstw! Kolejnym minusem jest jego nietrwałość. Do kosza ląduje praktycznie po otwarciu.




Jak widzicie, potrzeba dużo czasu i sił żeby znaleźć kosmetyki odpowiednie. Czasami przypomina to drogę przez chaszcze, ale czego się nie robi dla pięknego ciała?



  • Udostępnij:

Przeczytaj również:

9 komentarze

  1. Nie lubię tych żeli z Dove, Palmolive itp. ale u mnie w rodzinie dobrze je tolerują,
    Kremowe Serum Bielendy do ciała jak zwykle ciekawe wszystko z tej firmy,
    co do zabiegu do stóp złuszczającego, to chyba ostatnio widziałam kobietę, w odkrytych butach, która sobie ten zabieg zrobiła i wygląda to no cóż, nieestetycznie .

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie Ci poszło. Ja za to bardzo lubię żele z Dove i chętnie po nie sięgam :) Ja używałam skarpetek złuszczających z La Biotici i cały proces trwał jakieś 4 dni :) Po pięciu zaczęła schodzić skóra :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Algi Morskie i pianka do mycia rąk mnie kuszą, choć pianka tak jak piszesz może przesuszać :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale tego dużo ;) Przez Ciebie moja kolekcja żeli znowu się powiększy.. ten truskawkowy z Palmolive musi być mój .

    OdpowiedzUsuń
  5. Spore denko :D Używam to serum do ciała Bielenda i jest naprawdę niezłe ;) Lubię żele DOve ale tego zapachu jeszcze nie miałam, muszę nadrobić zaległości :D

    OdpowiedzUsuń
  6. To się nazywa imponujące denko, mi niestety zużywanie idzie bardzo słabo, w szczególności produktów, które nie przypadły mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Vita liberata uwiebiam, szkoda, że Tobie się nie spodobał. Nie używałaś do niego rękawicy ? Z rękawicą wygląda rewelacyjnie. Nie radziłabym nakładania dłońmi itp. Tami płatki też mam i są beznadziejne.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz jakieś pytanie, zadaj je tutaj - na pewno odpowiem! :)