Nawilżający płyn micelarny Lirene Aqua Cristal - miejcie się na baczności!

3 sierpnia 2015

Dziś przychodzę z recenzją płynu micelarnego Lirene Aqua Cristal. Chcecie wiedzieć co o nim sądzę?  Zapraszam do dalszej części wpisu.



Płyn ten kupiłam w Hebe za jakieś 13 zł. Gdybym wiedziała jakie zło daje nam producent w tej diabelskiej buteleczce nigdy nie kupiłabym go nawet za grosz! 


DANE TECHNICZNE

Opakowanie jest ładne i wygląda całkiem dobrze. Znajduje się w nim 200 ml kosmetyku. Płyn ma półprzeźroczystą, niebieską barwę.




OBIETNICE PRODUCENTA

Intensywne nawilżenie dzięki technologii kryształów.
Płyn micelarny z serii Aqua Cristal został stworzony z myślą o pielęgnacji przesuszonej i odwodnionej skóry w każdym wieku.
Płyn oparty jest a nowoczesnej Technologii Ciekłych Kryształów. Jednocześnie, odpowiedni dobór dodatkowych składników aktywnych zapewni wszechstronną pielęgnację, a cząsteczki micelarne sprawią, że Twoja skóra będzie zawsze czysta i świeża.
Działanie:
- przywraca komfort nawilżenia,
- delikatnie oczyszcza skórę,
- skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia,
- działa łagodząco i odświeżająco.


MOJA OPINIA

Nie wiem od czego zacząć. Może bardziej podstawowo? Płyn ma mocny, perfumowany zapach męskich perfum. Jest ładny, ale bardzo mocny. Od początku jednak zastanawiało mnie to, że producent zapewnia nas o braku alkoholu w składzie, a zapach zdecydowanie takowy przypomina. Zaczęłam wertować skład i na początku było kolorowo: emulgatory, ekstrakty roślinne...I co się okazało? Producent robi nas w bambuko! A to wszystko przez składnik LINALOOL - nienasycony alkohol. Jest to wprowadzenie w błąd zwłaszcza osób alergicznych (takich jak ja), które podrażniają mocniejsze substancje w składzie. Po używaniu tego płynu dostałam wysyp. Jak się później dowiedziałam linalol w kontakcie z tlenem tworzy utleniony produkt uboczny będący powodem wyprysków i alergii. 

Płyn ten nie zmywa makijażu, a go rozciera tworząc efekt pandy. Nie daje sobie rady nawet z podkładem i twarzową kolorówką. Po użyciu moja skóra była zaczerwieniona, oczy szczypały... Zaczęły pojawiać się krostki. Nawilżenia nie daje żadnego. To największy, podrażniający bubel wszech czasów! 





Reasumując: czytajmy składy kosmetyków, bo są napisane na opakowaniach właśnie dla nas. To nas może uratować przed zakupem kolejnego bubla, wyrzuconego do kosza. Jeśli nie wiecie jak analizować składy to polecam stronę, z której wszystkiego na ten temat się dowiecie: KOSMOPEDIA.ORG



  • Udostępnij:

Przeczytaj również:

15 komentarze

  1. uuu nie ładnie ze strony producenta, ja jestem i pewnie zostanę wierną fanką różowego garniera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planie przetestować go w najbliższym czasie :)

      Usuń
  2. nie mialam go i raczej nie kupie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieładnie, że producent wprowadza w błąd. Ja też czasem dałam się naciąć, choć akurat nie jestem zbyt restrykcyjna w kwestii składów. Ten jednak ma wiele minusów więc będę go unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On ma same minusy! Odkąd kupuję kosmetyki z Lirene zawsze coś z nimi jest nie tak...

      Usuń
  4. U mnie kosmetyki lirene się nie sprawdzają; (

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie umiem rozszyfrowywać składów, ale będę uważać na ten linalool. Jak w ogóle można wypuszczać na rynek takie buble?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Linalool znajduje się w większości kosmetyków niestety. Akurat przy tym składzie się uaktywnił...

      Usuń
  6. ja lubię kosmetyki z Lirene,,,
    Obserwuję i zapraszam do mnie: http://thewomenlife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj niedobrze... :/ zapamiętam go sobie

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj to faktycznie napsocił... szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz jakieś pytanie, zadaj je tutaj - na pewno odpowiem! :)