Ulubiency pazdziernika 2014 :)

8 listopada 2014





Witajcie w kolejnej notce, która będzie poświęcona kosmetycznym ulubieńcom październikowym. Pamiętam jak niedawno zaczynałam kolejny rok szkolny, a dziś już 8 listopad. Czas pędzi jak szalony, a ja mam w głowie milion pomysłów na bloga, którymi podzielę się z Wami na dole. :)


Z góry przepraszam za słabszą jakość zdjęć jednak lustrzanka mojego chłopaka poszła do naprawy, a ja pracuję na kompakcie, który nie robi idealnych zdjęć. :)








Na pierwszy rzut pielęgnacja, a wraz z nią Kremowy Żel pod prysznic, Happy Time z Nivea. Używam go od połowy miesiąca. Muszę przyznać, że gdy słyszałam recenzję na jego temat i to jak jest zachwalany wiedziałam, że od razu muszę go mieć. Za cenę ok. 13 zł dostajemy pół litra produktu. Pierwsze wrażenie? Faktycznie kremowy o średniej konsystencji jednak o bardzo mocnym i przyjemnym zapachu. Wyczułam tu od razu cytrusy, które dodają czegoś magicznego. :)


Żel bardzo mocno się pieni, przez co jest dość wydajny. Na dodatek nie wysusza skóry, a jego zapach długo utrzymuje się na skórze. Jak dla mnie idealny pod prysznic i ma wygodne opakowanie, które nie wyślizguje się z rąk. 





Długo szukałam idealnego szamponu do włosów i w końcu mam. Nie wiem czy zostanie ze mną na wieczność, jednak na pewno w najbliższym czasie to jego będę używała. Szampon z SYOSS Volume, to szampon bez silikonów, który ma za zadanie ponosić objętość naszych włosów. Od dłuższego czasu, praktycznie odkąd moje włosy uzyskały długość dłuższą niż za łopatki, mam problem z przyklapem ( o moich włosach będzie oddzielny post). Dzięki temu szamponowi włosy są podniesione nawet na drugi dzień. Na dodatek przepięknie pachną. Szampon ma kremową, perłową konsystencję, jak przy wszystkich szamponach z keratyną. Nie obciąża, włosy się nie plączą. Ma ode mnie duży plusik :D





Jeśli chodzi o pielęgnację cery to w tym miesiącu o dziwo mam aż 3 kosmetyki. Pierwszy z nich to odkrycie wielu dziewczyn o którym nie muszę się rozwodzić, czyli micelarny płyn BeBeauty z Biedronki. To już moje ente opakowanie i na pewno nie ostatnie. Używam go zarówno do demakijażu oczu jak i całej twarzy. Nie szczypie, nie podrażnia i zmywa nawet kosmetyki wodoodporne. Jeżeli jeszcze nie próbowałyście to zachęcam, bo warto! :P














Kolejnym produktem jest Oczyszczający żel 3 w 1 do cery normalnej i mieszanej z wyciągiem z echinacei i kiełków pszenicy z AVONU. Nigdy nie miałam przekonania do produktów pielęgnacyjnych z Avonu. Jednak pomimo mieszanych opinii na jego temat postanowiłam go przetestować. Używam od ponad miesiąca, po demakijażu oczyszczam nim skórę. Płyn jest bardzo lejący i mało pienisty przez co zużywa się go dość dużo na jedno umycie. Jeżeli chodzi o jego zapach to nie jest powalający, ale też nie śmierdzi. Samo działanie żelu jest bardzo dobre. Dokładnie myje twarz, zmywa resztki makijażu, które nie zeszły za pierwszym razem. Mam wrażenie, że faktycznie zostawia skórę nawilżoną, jest wyczuwalny oleisty film. Jak dla mnie bardzo dobry żel do mycia, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń.




Szybko wchłaniający się krem  na dzień, pod makijaż z Nivea. Po moim zużytym dużym opakowaniu oliwkowego kremu z Ziajki potrzebowałam odskoczni. W moich rękach pojawił się ten własnie oto krem. Ma dość rzadką konsystencję, jednak i tak jest bardzo wydajny. Ma mocny, przyjemny ale chemiczny zapach, który mi nie przeszkadza. Faktycznie wchłania się w ciągu minuty, a wiadomo jak czas potrzebny jest z rana w codziennym amoku i bałaganie. Dodatkowo krem ma właściwości bazowe pod makijaż i przygotowuję do niego skórę. Po użyciu jest ona nawilżona i wygładzona, podkład świetnie stapia się z cerą i mam wrażenie, że dłużej się utrzymuje. Jestem jak najbardziej na tak! :)




Jeżeli chodzi o makijaż w tym miesiącu na moich powiekach królowały brązy (z resztą jak zawsze :P) . Paletka z Avonu Mocha Latte spełniła moje oczekiwania co do cieni na dzień. Zawiera ona cztery kolory: jasny, lekko połyskujący, który nakładam na całą powiekę; nadaje się też do zaznaczania łuku pod brwiami. Drugi cień to kawowy, który świetnie sprawdza się w załamaniu. Te dwa cienie tworzyły w ostatnich dniach mój makijaż dzienny. Kolejne cienie to szampański mocno połyskujący oraz ciemny, czekoladowy jednak ich używam zdecydowanie rzadziej. Z bazą ( u mnie korektor Maybelline Affinitone) trzymają się cały dzień, mają pigmentację idealną na dzień: są widoczne, jednak nie zrobimy sobie nimi krzywdy, co u mnie jest bardzo ważne zwłaszcza rano gdy się spieszę. 






Nigdy nie miałam przekonania do szminek jednak w ostatnim czasie zainwestowałam w cztery kolory. Moim jesiennym ulubieńcem stała się ciemno różowa, fioletowa pomada z Avonu o nazwie Berry Smooch. Nie noszę jej rzecz jasna na dzień, jednak na spotkanie czy wyjazd jest idealna. Zostaje na ustach przez jakieś 4 godzinki, może to nie jest dużo, jednak w każdej chwili można ją poprawić. Jej plusem jest to, że zjada się równomiernie i nie podkreśla suchych skórek. 




Ostatnim już ulubieńcem jest  lakier do paznokci z Miss Sporty o nr. 048. Jest to ciemno-szary granat, również idealnie nadający się na tą porę. Ma dość szeroki pędzelek, paznokieć pokrywają już dwie warstwy. Jeżeli chodzi o utrzymywanie to są to średnio cztery dni. Dla jednych to dużo, dla innych mało. Moim zdaniem jak na tą cenę jakość jest zadowalająca a kolorek przepiękny. :)




Także to by było na tyle jeżeli chodzi o moich ulubieńców. Podzielcie się swoimi typami :)


Jak już pisałam na górze dopadła mnie masa pomysłów. Postanowiłam stworzyć na moim blogu serię świąteczną. Coś w stylu "blogowych vlogmasów". Nie wiem, tylko czy notki będą pojawiały się codziennie czy raz w tygodniu. Mamy jeszcze trochę czasu na zastanowienie. :)

                                                               S.



  • Udostępnij:

Przeczytaj również:

2 komentarze

  1. trochę późno Ci ulubieńcy :P
    miałam płyn micelarny z bebeauty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Późno późno ale to wszystko przez usterki w aparatach :D

      Usuń

Jeśli masz jakieś pytanie, zadaj je tutaj - na pewno odpowiem! :)