Inglot po raz pierwszy :)

25 czerwca 2014

Cześć dziewczyny. 
Mam nadzieję, że chociaż u Was jest cieplutko, bo u mnie pogoda istnie marcowa... 

Dłuższy czas temu wpadły w moją rękę kosmetyki z Inglota. Sama, w tej chwili na pewno nie kupiłabym nic z tej firmy z racji jednego, ważnego argumentu...jest strasznie droga. Marka robi swoje... Tym bardziej ucieszyłam się, gdy w prezencie od Ani ujrzałam mini paletkę cieni do powiek, która wcale nie okazała się droga oraz automatyczny liner! :)




 Paletka z serii Integra, zawierająca w sobie cienie perłowe o różnych natężeniach przypadła mi bardzo do gustu. Trafił mi kolor rudawo-pomarańczowy o dość sporych drobinkach. Ta przepiękna rdza idealnie sprawdziła się na wykończenie makijażu codziennego, jako lekkie urozmaicenie. Jasny, drobno zmielony cień okazał się strzałem w dziesiątkę jeżeli chodzi o rozświetlenie makijażu i nadanie mu "tego błysku". :D Jeżeli chodzi o cień różowo-bordowawy - niestety średnio przypadł mi do gustu. Mimo mojej miłości do jego wykończenia i bardzo bardzo bardzo satynowego połysku ,  kolor nie jest po prostu dla mnie. Z natury mam cerę różowawą, szybko się czerwieniącą. Różowe kolory, najzwyczajniej w świecie pomagają mi podnosić efekt, z którym się zmagam... :(
Pigmentacja jest dość średnia, natomiast jak dla mnie to dobrze, bo wolę więcej się napracować, więcej nakładać, niż zrobić sobie od razu krzywdę. :D
Jeżeli chodzi o wytrzymałość cieni, to tu mają u mnie ogromnego plusa, gdyż trzymają się cały dzień z bazą.A bez bazy nie zbierają się w załamaniach. SZACUN! 




Drugą rzeczą inglotowską była kredka/eyeliner o numerze 201. Był to taki koralowy róż. W kolorze się zakochałam...



Jednak na tym moje zachwyty się kończą. Kredka nie sprawdziła się w żadnej sytuacji. Na początku zaaplikowałam ją jako eyeliner, jednak po godzinie kredki na oczach nie było. Na drugi dzień pomyślałam , że użyję jej jako bazę pod cienie. Szału nie było, jednak trwałość była dłuższa , bo około 6h.  Jednak była strasznie tępa w konsystencji i trzeba było się trochę namęczyć, żeby było cokolwiek widać. Nie mam zamiaru codziennie serwować tego moim powiekom... Po jakimś czasie rozmyślania, ze względu na kolor pomyślałam, że może uda się wykorzystać tą kredkę na ustach. Tu zdecydowanie było jeszcze gorzej. Oprócz tego, że podkreślała suche skórki, usta były spierzchnięte jak po obsypaniu mąką ziemniaczaną... 


Jak na pierwsze spotkanie z firmą Inglot nie było tak źle. Cienie, mimo że perłowe są świetne nawet na dzień. Kredka to nieciekawa propozycja i nie radzę w nią inwestować... Do zobaczenia! :)


  • Udostępnij:

Przeczytaj również:

0 komentarze

Jeśli masz jakieś pytanie, zadaj je tutaj - na pewno odpowiem! :)